Internauto myśl !!! Czy farmy fanów nadal będą w cenie?

Tym tytułem chciałbym zaapelować do internautów aby nie zachowywali się jak stado baranków i nie dawali się hodować na wirtualnych farmach 🙂 Wiem, że pragnienie wygranej jest często mocniejsze niż zdrowy rozsądek. Wiem też, że wychowaliśmy się na zakładach totolotka, ale ktoś  już przecież obliczył, że trafienie szóstki jest mniej prawdopodobne niż śmierć w drodze do kolektury. Ale przecież wygrane się trafiają 🙂 
Nie trafiają się jednak i nie mogą realizacje obietnic, którymi pozyskuje się fanów do ferm. Dlaczego tak się dzieję? Otóż w badaniu przeprowadzonym przez IIBR okazuje się, że większość fanów nie pamięta marki jaką jeszcze niedawno polubiła. Przeciętny fan lubi ich przecież kilkadziesiąt lub kilkaset a facebook dodatkowo kontroluje, które posty polubionych przez nas fanpage’ów nam się wyświetlają. Oznacza to bardzo małą ilość osób, które „odlubią” taka stronę. 
I tu zaczyna się handel. Nowo powstały fanpage, aby poradzić sobie brakiem popularności musi ciężko na nią zapracować. Oznacza to konieczność zamieszczania wartościowych wpisów, długie czekanie aż ktoś to zauważy i poleci. Oznacza nakłady na promowanie postów i reklamę naszej strony. Przeciętny fanpage zaczyna żyć własnym życiem dopiero po zebraniu około 1000 fanów. Wcześniej bywa niedoceniany przez internautów. Zasada jest prosta, czym więcej osób lubi stronę, tym łatwiej przekonać kolejną, że ta strona jest wartościowa. Dopiero czym więcej osób „aktywnie” lubi stronę tym więcej lajków do postów i udostępnień. Strona zaczyna być widoczna. 

To oznacza kilka miesięcy lub nawet lat pisania, w oczekiwaniu na efekty. Część facebookowych blogerów tudzież firm, które chcą popisać się popularnością zmierza drogą na skróty kupując fanów na aukcjach 
Taki fanpage o nazwie hodowlanej „nie lubię poniedziałków” czy „kocham blondynki/brunetki” lub „do wygrania 5000 lekko porysowanych iPhonów” nagle zmienia nazwę. Zmianę dostrzega może kilka procent osób a bloger czy firma zyskują okrągłą liczbę, którą mogą się popisywać przed znajomymi czy konkurencją. Oczywiście tacy fani nie są praktycznie nic warci jeśli chodzi o budowanie marki, choć w pewnych okolicznościach mogą przyciągać uwagę kolejnych (sic!). Można też zabłysnąć na tle konkurencji  czy przed zarządem firmy rozliczającym marketerów z ich pracy.
Poniżej kilka przykładów stron, na które łapią się wkręcani facebookowicze
Ten ostatni konkurs wyraża albo kompletny brak myślenia albo jest już ironią na powyższe 🙂
i jeszcze takie
Apeluję zatem, zastanówcie się co lubicie jeśli nie chcecie być sprzedani za marne parę groszy na jakiejś aukcji. A kupujących głosy przestrzegam przed pochopną nadzieją na „kokosy” z tak zbudowanego imperium. Ta strategia nie sprawdza się na dłuższy dystans…
Apel apelem, a przeciętny internauta zafascynowany nagłą okazją nadal bezkrytycznie klika lajki … ceny za farmy spadają ale ich ilość rośnie czyli równowaga w przyrodzie musi być 😉

Może Ci się również spodoba